Ostatnio zakupiłem sobie netbooka firmy Compaq (bądź też HP – logo firmy stosowane w zależności od kraju – w Polsce netbook występuje pod marką Compaq) o oznaczeniu Mini 311c. Nie jest to typowy netbook, wyróżnia się kilkoma niestandardowymi elementami wyposażenia. Zapraszam do recenzji!
Parametry netbooka:
Najważniejszym elementem, który wyróżnia Mini 311 na tle pozostałych netbooków jest większy ekran, a także wydajna karta graficzna.
Fabrycznie netbook dostarczany jest z piątym kołem u wozu, czyli z systemem Windows (XP Home SP3). Na swoim sprzęcie postanowiłem postawić Ubuntu 9.10, co mi przysporzyło dużo kłopotów. Zacznijmy od początku.
Netbooka zakupiłem w sklepie internetowym DCCOMP. Byłem bardzo zaskoczony szybkością obsługi sklepu. Zamówienie złożyłem o godzinie 17:40, a 6 minut później otrzymałem potwierdzenie, że komputer został wysłany! Bardzo się ucieszyłem
. Następnego dnia o 9 zawitał do mojego domu kurier, a więc trasę ze sklepu, który znajduje się w Warszawy do mojej miejscowości (około 310km) przebył w ciągu 17 godzin. Nic tylko polecić sklep.
W piątek po południu postanowiłem zabrać się za instalację Ubuntu 9.10. Nigdy nie miałem przyjemności instalowania systemu bez napędu optycznego, dlatego postanowiłem poszukać jak się to robi. Na nieszczęście z Google trafiłem na narzędzie Unetbootin. Utworzyłem bootowalny pendrive i do dzieła. No niestety instalacja nawet się nie rozpoczęła, gdyż obraz utworzony wspomnianym wcześniej programem był felerny. Myślałem z początku, że to wina sprzętu, dlatego pobrałem inną wersję systemu przeznaczoną na netbooki, a mianowicie Ubuntu Netbook Remix 9.10. Obraz na pendrive’a zrobiłem ponownie Untebootinem. Tym razem system uruchamiał się w trybie Live, co dobrze wróżyło. Zabrałem się więc do instalacji na dysku. Podzieliłem dysk na 3 partycje:
Jest to bardzo korzystne “rozłożenie” dysku, gdyż po każdej świeżej instalacji systemu nie znikają pliki konfiguracyjne użytkownika. Z tak podzielonym dyskiem przystąpiłem do instalacji, która przebiegła bezproblemowo. Ucieszony, że wszystko poszło dobrze zrestartowałem komputer. Pojawił się ekran Gruba. Po wybraniu systemu “Ubuntu 9.10 Netbook Remix” system powinien się zbootować, jednak tak się nie działo. Wszystko się zawieszało na migającym znaku podkreślenia “_”.
No nic, w takim razie postanowiłem skorzystać z Debiana. Najszybciej było ściągnąć plik iso wersji netinstall – i tak też zrobiłem. Po przygotowaniu pendrive’a przystąpiłem do instalacji systemu. Bezproblemowo włączył się konfigurator instalacji Debiana, który zatrzymał się na momencie wyszukiwania sprzętu sieciowego. Koniec z końcem – Debiana nie udało mi się zainstalować, choć próbowałem nawet z innymi, większymi wersjami netinstall, które przyniosły taki sam rezultat.
Poświęciłem się i pobrałem cały pierwszy dysk Debiana w wersji testing. Po przygotowaniu pendrive’a instalator wywalał się w tym samym momencie co w wersji netinstall.
Postanowiłem skorzystać z Fedory. Ściągnąłem kolejny obraz płyty, który standardowo przygotowałem do instalacji przez pendrive. Niestety Fedorka również nie dała rady mojemu netbookowi – wyskakiwały 2 błędy: pierwszy odnośnie GPU, z którym sobie poradziłem poprzez dodanie jakiejś komendy podczas bootowania wersji Live, z drugim już nie (nie pamiętam nawet czego dotyczył). Tak też pożegnałem się z Fedorą.
Powróciłem znowu do punktu wyjścia – do instalacji Ubuntu. Postanowiłem spróbować z starszą wersją – 9.04, którą z powodzeniem zainstalowałem. System działał, lecz niekompletnie: sterowniki do karty graficznej, które zaproponował zainstalować system nie działały, czego efektem był niedziałający compiz czy też brak odtwarzania filmików na youtube w wersji pełnoekranowej. Czułem się niespełniony, więc poszperałem trochę w Internecie.
Znalazłem kilka bugów zgłoszonych przez użytkowników, którzy korzystali na tym komputerze z systemu GNU/Linux. Przy okazji znalazłem informację, że na tym netbooku można zainstalować system MacOS X:

Postanowiłem poszukać pomocy na blipie, gdzie dowiedziałem się od użytkownika roobal83, że Unetbootin od pewnego czasu nie działa. No to pięknie! Każdy system przygotowywałem tym narzędziem. Według wiki.ubuntu.com pendrive’a należy przygotowywać narzędziem o nazwie “usb-creator” znanym także jako Asystent dysku uruchomieniowego USB. Z tym narzędziem po raz n-ty spróbowałem instalacji aktualnej wersji Ubuntu. Tym razem wystartował instalator – gdy obraz był przygotowywany przez Unetbootin nawet instalator się nie chciał uruchomić. Z powodzeniem udało mi się zainstalować system i już właściwie byłem szczęśliwy, aż przyszedł czas ponownego uruchomienia. I tutaj chciałoby się rzec, “Historia lubi się powtarzać”. System uruchamiał się do tego samego momentu co wersja Ubuntu Netbook Remix.
[tutaj następuje dość duży zlepek różnych słów, które wypowiada sfrustrowany człowiek]
Ale się nie poddałem. Tak raczej już z rozpaczy postanowiłem sprawdzić jak wygląda komenda gruba bootująca system:
menuentry "Ubuntu, Linux 2.6.31-14-generic" { recordfail=1 if [ -n ${have_grubenv} ]; then save_env recordfail; fi set quiet=1 insmod ext2 set root=(hd0,6) search --no-floppy --fs-uuid --set 54f24ce0-fe33-4f50-919c-d20b10e51003 linux /boot/vmlinuz-2.6.31-14-generic root=UUID=54f24ce0-fe33-4f50-919c-d20b10e51003 ro quiet splash initrd /boot/initrd.img-2.6.31-14-generic }
Popatrzyłem na to przez 3 sekundy i stwierdziłem, że nic z tego nie rozumiem, ale wywaliłem linijkę, która najmniej wydawała mi się potrzebna
. Usunąłem linijkę zaczynającą się od “search –no-floppy [...]“, po czym wcisnąłem ctrl+x by zbootować ze zmienionymi ustawieniami. Do tej pory się śmieje z tego, że w tak banalny sposób udało mi się postawić Ubuntu.
Poszperałem trochę na ten temat i znalazłem informacje, że problem występuje przez brak sterowników karty sieciowej, czyli o to, o co czepiał się instalator Debiana. Problem znikł po zainstalowaniu “Sterownika urządzeń bezprzewodowych Broadcom STA”. Po zainstalowaniu tego ustrojstwa system uruchamia się normalnie. Hurra, świat ocalony!
Warto chyba wspomnieć co działa w netbooku pod kontrolą Ubuntu 9.10. Jakby to powiedzieć? Hmm… wszystko
. To znaczy, nie znalazłem jeszcze żadnej rzeczy, która by nie działała:
PS. A tak wygląda teraz mój pulpit
Dobra, tyle tytułem wstępu. Teraz krótka recenzja. Z netbooka jestem bardzo zadowolony. Cały czas szukałem czegoś o przekątnej pomiędzy 10.2 a 12.1 z naciskiem bardziej na 12.1, więc przekątna ekranu 11.6 cala jest dla mnie bardzo idealnym rozwiązaniem, gdyż ciężko znaleźć sprzęt z ekranem 12.1 w cenie poniżej 2000zł. Wszystkie notebooki o takiej przekątnej ekranu należą do klasy biznes, a ich cena nierzadko przekracza 3000zł.
Druga rzecz, która zasługuje na pochwałę jest duża, wygodna klawiatura. Naprawdę – jest bardzo wygodna i da się na niej naprawdę szybko pisać, choć osobiście muszę się do tego przyzwyczaić, gdyż od 8 lat korzystam z jednej i tej samej klawiatury na desktopie, która ma duże odstępy pomiędzy klawiszami.
Bateria. Mini 311 zostało wyposażone w 6-komorową baterię, która w praktyce pozwala na 5-godzinną pracę przy ustawionym średnim podświetlaniem ekranu i włączonymi sieciami bezprzewodowymi. Nic tutaj jeszcze nie optymalizowałem, więc sądzę, że można z tego sprzętu wycisnąć nawet 6 godzin pracy.
Touchpad. Tutaj niestety mogło być lepiej. Touchpad nie jest zły, jednak trochę bym ponarzekał na przyciski. HP często w swoich notebookach stosuje “miękkie, wduszane” przyciski, które są bardzo miłe w dotyku. W mini 311 zastosowano takie tradycyjne.
Nie wiem co tu można jeszcze ocenić, jeśli macie jakieś pytania, to możecie je zadać w komentarzach, a postaram się odpowiedzieć!
Postanowiłem wrócić na stary blog i pisać o programowaniu. Pisanie o nowinkach technologicznych nie sprawia mi tyle przyjemności co kiedyś, tym bardziej, że nie mam na to tyle czasu co dawniej.
Komentarze (5) do wpisu HP/Compaq Mini 311c – krótka recenzja
wolvverine
Grudzień 6th, 2009 at 19:25
polecam na windows korzystać z http://www.linuxliveusb.com/ – na msi bez problemu ruszyło mi, pozostałe programy pod windows do tworzenia systemu na usb nie uruchamiały się albo nie mogły utworzyć poprawnego dysku USB.
BeneQ
Marzec 3rd, 2010 at 23:26
Witam. Wiem, że ten wpis był napisany jakiś czas temu, jednak zastanawiam się właśnie nad kupnem 311c i szukając o nim informacji trafiłem tutaj.
Mam pytanie -jak wygląda praca z zasobożernymi aplikacjami Mam na myśli coś pokroju Eclipse'a to bo to kobyła najbardziej odpowiadająca zjadaniu zasobów przez visual studio, które być może bym używał na netbooku
Jest to komputer myślą o uczelni, tak żebym i mógł jakiś wykład zanotować i na laboratorium coś zakodować -visuala moge czymś lżejszym zastąpić -ale np Matlaba już średnio (wiem, że jest Gnu Octave, ale nigdy nie próbowałem z niego korzystać więc opcja wymiany matlaba na niego będzie ostatecznością)
czepol
Marzec 4th, 2010 at 18:38
Eclipse to jednak du|a kobyBa jest, Intel Atom jest za sBaby na tak ci|ki edytor. Je[li koniecznie chcesz co[ takiego u|ywa, to bdziesz musiaB zainwestowa w co[ lepszego od netbooka.
BeneQ
Marzec 5th, 2010 at 12:44
Nie chce na netbooku cały czas pracować w takich kobyłach (od tego będzie stacjonarka w domu) -może trochę przymulić -chodzi o to, żebym był w stanie wytrzymać 1,5h laboratorium z czymś takim i nie popadł w skłonności samobójcze
Jakbyś mógł mi jeszcze tylko powiedzieć, jak wygląda jakość wykonania HP -dzisiaj byłem w sklepie to mi sprzedawca powiedział, że strasznie słabo i często się psują -ale nie wiem czy on tak nie powiedział przypadkiem dlatego, że oni HP nie sprzedają -później bardziej mi polecali ASUSA 1201N (jest trochę lepszy od 311, ale przerażająco mało pracuje na baterii jak na netbooka), których akurat mieli dużo na stanie.
czepol
Marzec 5th, 2010 at 13:32
Powinno wytrzymać 1,5h. Normalnie gdy korzystam z Wifi, z odpalonym Gajimem i Firefoksem to bateria starcza na około 5h.